Stoję wciąż 

pod twoim oknem
i od deszczu całkiem mokra
stoję z twarzą tą prawdziwą
takiej ty mnie
nie znasz chyba

Chociaż wiem żaden deszcz
(nie) nie zmyje tego
co w sercu noszę
mogę biec, szybko biec
(lecz jest) lecz jest od siebie
uciec najgorzej

Dlatego stoję wciąż
pod twoim domem
i wszystkie nasze noce niespełnione
podglądam przez szyby zapłakane
ty przecież wcale takiej
mnie nie chciałeś
dlatego uciekałam jak najdalej
i biegłam choć wiedziałam doskonale
wystarczy jedno twoje zawołanie
i wrócę taka
jakiej mnie nie chciałeś

Chociaż wiem żaden deszcz
(nie) nie zmyje tego
co w sercu noszę
mogę biec, szybko biec
(lecz wiem) że jest od siebie
uciec nie sposób









Popatrz, zamieniam się w anioła 

i chociaż jestem stworzona by kobieta być
dla ciebie
zobacz, gdybym wzniosła się
chociaż to niezwykła rzecz
mogłaby punktem tylko być na niebie

Nie patrzysz się, nie widzisz mnie
a co z oczu jest, to z sera też
nie, nie patrzysz się
śmiech znika z ust
cóż wart jest śmiech, gdy nie parzysz już
nie, nie patrzysz na mnie już

Spójrz tam jak wdzięczę się do lustra
i uśmiech ślę
bo może dzisiaj podglądasz mnie
z jego drugiej strony
a ty

Nie patrzysz się, nie widzisz mnie
a co z oczu jest, to z sera też
nie, nie patrzysz się
śmiech znika z ust
cóż wart jest śmiech, gdy nie parzysz już
nie, nie patrzysz na mnie już

nie patrzysz na mnie…