Jego ciało, słodki owoc dla mych ust
dziś runęło w plamy słońca u mych stóp
na sygnale wieźli go, a ludzi tłum
poszedł dalej, ja zostałam tu
Uratujcie go, jest tyle przecież słów,
których jeszcze mu
nie zdążyłam powiedzieć
Wobec śmierci czymże nawet zdrada jest
przecież jeśli inną kochał, żyłby gdzieś
zawsze mogłabym dzwonić, gdyby było ze mną źle
on by słyszał tylko tajemniczy szept
uratujcie go, jest tyle przecież słów
których jeszcze mu
nie zdążyłam powiedzieć
Gdy nie kobieta, ale śmierć odbierze mi go
z łzami na powiekach w kłębek zwinę się jak kot
a ta co mieszkała we mnie
po cichutku wyjdzie stąd
nigdy już nie będę nią bez jego rąk
Uratujcie go, jest tyle przecież słów,
których jeszcze mu
nie zdążyłam powiedzieć
Dla Ciebie jestem
jak kryształowa
nie pochwycona ciekła woda
pod twym oddechem
choć byłam lodem
wciąż zmieniasz moje ciało w wodę
już nie jestem tą kobietą co
czesze włosy ze spokojem, bo
gdy dotykasz mnie
w nicość stapiam się
więc się nie dziw gdy zobaczysz że
Zostanie Ci w rękach tylko moja sukienka
zostanie Ci w rękach tylko moja sukienka
więc nie dziw się więcej
w Twoich rękach sukience
to wszystko co po mnie zostaje gdy dłonie
nade mną zamykasz
Dla Ciebie noszę skóry aksamit
choć jęk rozkoszy niknie w ciszy
pod twym spojrzeniem mięknę i gnę się
i tak jak trawy źdźbło kołyszę
teraz jestem już jak najlżejszy puch
który z wiatrem ci umyka gdzieś
bo gdy dotykasz mnie
ze szczęścia topię się
więc się nie dziw gdy zobaczysz że
Zostanie ci w rękach tylko moja sukienka
zostanie ci w rękach tylko moja sukienka
więc nie dziw się więcej
w Twoich rękach sukience
więc nie dziw się więcej
w Twoich rękach sukience
Zostanie ci w rękach tylko moja sukienka
zostanie ci w rękach tylko moja sukienka
więc nie dziw się więcej
w Twoich rękach sukience
to wszystko co po mnie zostaje gdy dłonie
nade mną zamykasz
na wieczność mnie chwytasz
na wieczność kochanie
co gaśnie nad ranem ...
Stoję wciąż
pod twoim oknem
i od deszczu całkiem mokra
stoję z twarzą tą prawdziwą
takiej ty mnie
nie znasz chyba
Chociaż wiem żaden deszcz
(nie) nie zmyje tego
co w sercu noszę
mogę biec, szybko biec
(lecz jest) lecz jest od siebie
uciec najgorzej
Dlatego stoję wciąż
pod twoim domem
i wszystkie nasze noce niespełnione
podglądam przez szyby zapłakane
ty przecież wcale takiej
mnie nie chciałeś
dlatego uciekałam jak najdalej
i biegłam choć wiedziałam doskonale
wystarczy jedno twoje zawołanie
i wrócę taka
jakiej mnie nie chciałeś
Chociaż wiem żaden deszcz
(nie) nie zmyje tego
co w sercu noszę
mogę biec, szybko biec
(lecz wiem) że jest od siebie
uciec nie sposób